Interpelacja w sprawie przykładów bezprawnych działań funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

   Szanowny Panie Premierze! Prześladowanie byłego właściciela Optimusa, Romana Kluski, oskarżonego o nienależny zwrot VAT, w rzeczywistości miało bezpośredni związek z tym, że wyłamał się z systemu płacenia haraczu przez przedsiębiorców. Sprawdzianem, czy Kluska został zmiękczony, zajmowali się m.in. funkcjonariusze służb specjalnych, którzy naprzemiennie dorabiali biznesmenowi wizerunek aferzysty, gdy w tym samym czasie inni funkcjonariusze oferowali mu pomoc w rozwiązaniu kłopotów z prokuraturą i urzędem skarbowym, za odpowiednią opłatą liczoną w milionach. Kłopoty Kluski miały stać się przestrogą dla innych. Pokazowe aresztowanie było przygotowane po to, aby łatwiej wyłudzić od niego pieniądze. Także dziś nie brakuje postępowań, w których celowo niszczy się przedsiębiorców dla wymuszenia haraczu bądź ochrony ludzi z układu. Klasycznym przykładem, który niczym w soczewce pokazuje powyższy mechanizm, jest historia przedsiębiorcy z Sosnowca Tadeusza M. i jego żony Barbary M. Wysłał on do Urzędu Skarbowego w Sosnowcu oficjalny wniosek, by do kontroli jego firmy przydzielić jednego pracownika na stałe. Uznał, że to lepsze rozwiązanie, niż permanentne kontrole z zaskoczenia, które już od dawna nikogo nie zaskakują. Historia zaczęła się w 2001 r., gdy w firmie Tadeusza M. pojawił się Andrzej B., znajomy i wspólnik w interesach Andrzeja Szarawarskiego, wiceministra skarbu i śląskiego barona SLD. Firma Kamport, w której jeszcze niespełna dwa lata temu udziały miał Szarawarski, ochraniała budynek Sądu Rejonowego w Sosnowcu; właścicielem gmachu do dziś jest Andrzej B. (Co ciekawe Kamport skupował też za bezcen nieruchomości upadłej kopalni węgla kamiennego ˝Niwka Modrzejów˝ - innymi słowy, Andrzej Szarawarski, wiceminister skarbu, zarabiał na upadku przedsiębiorstw należących do państwa). Andrzej B. złożył małżonkom M. propozycję nie do odrzucenia: haracz za spokój, M. odmówili i o swoich kłopotach powiadomili nie tylko Policję, ale także katowicki UOP. Kilka tygodni później do siedziby firmy zapukało dwóch mężczyzn w garniturach. Pokazali legitymacje - Urząd Ochrony Państwa (przemianowany później na Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Zadali kilka z pozoru nieistotnych pytań, na obchodne rzucili: ta skarga to nie najlepszy pomysł. Gdy w ślad za niezwykłymi gośćmi pojawiła się kontrola skarbowa, w historii firmy rzecz bez precedensu, dla M. sprawa stała się jasna. Po kilku kolejnych miesiącach pętla bezowocnych kontroli zaczęła się zaciskać, a narastająca częstotliwość ˝odwiedzin˝ funkcjonariuszy w firmach kooperujących z M. w praktyce uniemożliwiała właścicielowi działalność. Gdy wychodził od kontrahenta, wchodzili ˝panowie w garniturach˝ i przestrzegali przed robieniem z nim interesów. Mimo wszystko wierzył, że istnieją granice, które nie zostaną przekroczone. O tym, że w tej walce nie ma żadnych granic, małżonków M. przekonało dwóch Ukraińców, którzy do nieprzytomności skatowali pracownicę przychodni należącej do Barbary M. Według tej ostatniej napad był zemstą za jej zeznania, które złożyła w sprawie działalności Andrzeja B. O swoich podejrzeniach, z których wynikało, że to ona była celem zamachu, opowiedziała Policji. Mimo to przez kilka miesięcy nie przesłuchano nawet świadków napadu. Sprawa szła w kierunku zamknięcia z powodu niewykrycia sprawców i niechybnie zostałaby umorzona, gdyby nieskruszony gangster Ryszard K. i jego sensacyjne zeznania. Niewygodny świadek Ryszard K., któremu obiecano status świadka koronnego, podał nazwiska posłów i samorządowców SLD, którzy prowadzili równie intratne, co nielegalne interesy, wymienił adwokatów i prokuratorów kontaktujących ze sobą świat przestępczy, biznesu, polityki i wymiaru sprawiedliwości. Na podstawie jego zeznań, które zweryfikowano, aresztowano kilkanaście osób. Na koniec K. opowiedział też o zleceniu zabójstwa lekarki w Sosnowcu. Wykonawcami mieli być wynajęci Ukraińcy, zleceniodawcą - Andrzej B., blisko znajomy Andrzeja Szarawarskiego, a jednocześnie właściciel budynku, w którym mieści się Sąd Rejonowy w Sosnowcu. W efekcie tak sensacyjnych zeznań wiosną 2003 r. Andrzej B. został aresztowany, ale Ryszardowi K. nie darowano ˝nadgorliwości˝. Krzysztof Polit z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie postawił niedoszłemu świadkowi koronnemu zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Aresztowano go, na krótko zwolniono i znów aresztowano. W trakcie pobytu na wolności niedoszły świadek koronny został dotkliwie pobity, ˝nieznani sprawcy˝ odczytali mu zeznania złożone w prokuraturze, a na koniec powiedzieli krótko: podtrzymanie tych zeznań to wyrok na żonę i dzieci. Źródła przecieku nie ustalono, K. trafił do szpitala więziennego w Krakowie w stanie skrajnego załamania. Andrzej B. został aresztowany, ale to nie oznacza, że walka Tadeusza i Barbary M. już się zakończyła. Przeciwnie. Kontrole, ostrzeżenia od ˝anonimowych życzliwych˝ i inwigilacja funkcjonariuszy ABW, którzy są stałymi gośćmi w firmach kooperujących z M., jeszcze się zaostrzyły. Pod koniec ubiegłego roku przeciwko rodzinie M. wyciągnięto najcięższe działa. Sąd Rejonowy w Sosnowcu, który wciąż funkcjonuje w budynku należącym do Andrzeja B., rozpoczął proces o pozbawienie Barbary M - lekarza, właścicielki prywatnej przychodni lekarskiej - i Tadeusza M. - właściciela do niedawna prężnej firmy, zatrudniającej kilkadziesiąt osób i mającej filie w kilkunastu miastach na terenie całego kraju - praw rodzicielskich w stosunku do ich, jakoby notorycznie bitej, dziesięcioletniej córki. W trakcie procesu prokuratura dostarczyła m.in. wynik badań psychologicznych Tadeusza M., z których wynikało, że jest on niezrównoważony emocjonalnie. Szkopuł w tym, że kilka tygodni wcześniej, starając się o pozwolenie na broń, M. uzyskał opinię innego psychologa, z której wynikało jednoznacznie, że jest jak najbardziej zrównoważony emocjonalnie. Szef ˝Ciepło Corporation˝ bez problemu uzyskał pozwolenie na broń. Wiosną br. Sąd Rejonowy w Sosnowcu odrzucił absurdalnie oskarżenia prokuratury i umorzył sprawę, ale całe wydarzenie było kroplą, która u M. przelała czarę goryczy. Tadeusz M., nie chcąc znaleźć się w sytuacji Romana Kluski, podjął już decyzję o emigracji. O bezprawnych działaniach funkcjonariuszy musieli wiedzieć ich szefowie Andrzej Barcikowski i Paweł Pruszyński.    Wobec powyższego pytam Pana Premiera:    1. Czy prawdą jest, że o bezprawnych działaniach funkcjonariuszy ABW musieli wiedzieć ich szefowie Andrzej Barcikowski i Paweł Pruszyński?    2. Czy w związku z tym wyciągnięte będą wobec nich jakieś konsekwencje?    3. Czy rząd podejmie działania mające na celu wyeliminowanie przedstawionych wyżej praktyk w stosunku do ˝osób niewygodnych˝?    Z poważaniem    Poseł Anna Sobecka    Toruń, dnia 9 lipca 2004 r.





Księgarnia camaieu sklep internetowy apple morto Zobacz ciekawe gry online rozowa pantera i gry i dowiedz sie o cheatach! pozycjonowanie jarosławiec live betting szkolenia sprzedażowe zespół weselny warszawa bramy Wortal dla Ciebie bramki sms bramki sms podatek VAT szkolenia vat kursy z VAT Kompletna wiedza - angielski dla dzieci